"Poziom g**na", "łajza". Dziennikarz "Wyborczej" nie wytrzymał
27 czerwca, na hali COS TORWAR w Warszawie odbył się kolejny kongres Kanału Zero. Nie mogło na nim zabraknąć duetu Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski. Jednym z elementów przygotowanych dla publiczności była debata na absurdalne tematy, podczas której jedna strona musiała poprzeć daną kwestię a druga być przeciwko. Awanturę w sieci wywołał temat przemocy domowej, którego miał w tej zabawie bronić twórca Kanału Zero, podczas gdy po przeciwnej stronie stał Robert Mazurek. Wycięty fragment nagrania trafił do sieci, wywołując oburzenie m.in. posła KO Romana Giertycha i aktywistki Strajku Kobiet Klementyny Suchanow.
Na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł, w którym przywołano słowa Krzysztofa Stanowskiego. "Stanowski "żartuje" z bicia dziewczynek. "Lać, żeby poznała ten smak krwi i była gotowa na przemocowego męża"" – można przeczytać w nagłówku tekstu Pauliny Nodzyńskiej.
"Wyborcza zrobiła z tego naprawdę długi artykuł" – napisał Stanowski, dodając rozbawione emotikony.
Stanowski starł się z Czuchnowski. "Tylko na tyle cię stać łajzo?"
"He he, jest tam parę bolesnych dla KS uwag. Mi się najbardziej podoba ta, że z zachwytu nad sobą prawie popuścił:)" – zareagował Wojciech Czuchnowski.
"Hehe, niezwykle bolesne. Tylko niech pan nie opowiada tego żartu przy swoim koledze Romanie" – zripostował szef Kanału Zero.
Później wymiana zdań przybrała nieco ostrzejszy obrót.
"Znowu piątek?" – dopytywał dziennikarz KZ.
"Tylko na tyle cię stać łajzo?" – zareagował Czuchnowski.
"Jeszcze na jacht" – odpisał Stanowski.
Redaktor "Gazety Wyborczej" usunął jednak swój wpis, co szybko skomentował szef Kanału Zero.
"Ej no, usunął! Tak się nie bawimy!" – stwierdził, publikując screen. "Myślę, że głowa w sałatce już" – dodawał.
"Żona mi kazała. Powiedziała, żebym się nie zniżał do poziomu gówna" – skomentował Czuchnowski.
"Noc jest młoda. Myślę, że jeszcze i taka niespodzianka może się panu dzisiaj przytrafić"; "Panie Czuchnowski, pan teraz zakąsi, wrócimy do zabawy po meczu Niemców" – nie odpuszczał Stanowski.